Już jakiś czas myślałem o nożu na wyprawę, który będzie się nadawał do wszystkich zadań. Od przygotowania posiłku, przez rąbanie, batonowanie, po np. kopanie dołków.
Wymyślając jego kształt, z jednej strony chciałem zrobić coś drapieżnie wyglądającego – tak powinien wyglądać wg mnie idealny noż – z drugiej chciałem, żeby był jak najcięższy, więc z blaszki zostawiłem ile się dało.
Wyszło, jak to zwykle bywa z kompromisem – trochę inaczej…

Na tym etapie nie myślałem o hartowaniu
Czyli zabrałem się za zrobienie rękojeści.
Poprzednia, robiona do maczety, była dość kłopotliwa z powodu braku odpowiednich śrub i nakrętek. Nie wspominając o wyglądzie, wyszła nie tyle topornie co „maczetnie”. Ale od czego mamy internet – zaraz znalazłem nakrętki z tulejką (tzw. nakrętka ericsona) z nierdzewki. Drewno – deska podłogowa z ipe lapacho i ciach. Poszło łatwo, obróbka drewna jest mi bliższa. Efekt zadowalający, pewny chwyt, rękojeść sklejona i skręcona.

