Niech to będzie pierwszy wpis! Nie wiem czy potrafię, ale będę próbował ogarnąć te wiadomości i krótko w nich relacjonować postępy w rozwoju nowego hobby.
W zeszłym roku zdarzyło się tak, że od znajomego w Kudowie Zdroju dostałem w prezencie „bazarową” maczetę (czytaj chińską, cienką blachę w kształcie maczety) z rękojeścią fantazyjnie wykonaną z papieru i sznurka – taki bushcraftowy sznyt. Bardzo mi się spodobała – zawsze podobały mi się noże wszelkiej maści – ale szybko okazało się, że kawał blachy jest na tyle długi, że nie da się go trzymać za tą niby rękojeść. I tu pojawił się pomysł: trzeba dorobić rękojeść taką, żeby maczetą dało się choć machnąć…
Pomysł udało się szybko wprowadzić w życie, weekend u teściów na działeczce wyposażonej w spoko-warsztacik. Szwagier, nic do roboty i kilka piwek – starczyło tego prawie na dwa dni…

Potem, jakbym sobie przypomniał o istnieniu noży. Kupiłem ze dwa! Szukałem jak najcięższego ale oczywiście wśród budżetowych i coś podręcznego – wszystko to myśląc o zbliżających się, kończących sezon, wyjazdach hamakowych.
Pomocna dłoń Braciszka zaciągnęła mnie wtedy na podobno największą w Europie: Central Europe Knives Exhibition CEKE 2022 – PGE Narodowy.
Trzeba przyznać można się było naoglądać, sporo dowiedzieć, a i kupić co nieco. Wróciłem stamtąd na wdechu, taki trochę zachłyśnięty… I oczywiście z małymi zakupami – tam pierwszy raz pomyślałem o tym, żeby spróbować zrobić nóż samemu.


